Komercyjny romantyzm Bożego Narodzenia, czyli クリスマス
Powrót do aktualności
Japończycy, jako wielbiciele wszelkich świąt, ceremonii i matsuri, zaadaptowali także chrześcijańskie Boże Narodzenie (chociaż chrześcijan tam na lekarstwo – około 1,5% ludności japońskiej). Jest to święto bardzo komercyjne, nie mające nic wspólnego z religią, któremu daje się wyraz przede wszystkim świąteczną dekoracją i oświetleniem miast. Ktoś mógłby powiedzieć, że w takim razie nie różni się ono od Bożego Narodzenia w Polsce czy innych krajach Zachodu. Jednak różnica jest zasadnicza.
Co roku z początkiem grudnia w polskich gazetach i na portalach internetowych pojawiają się artykuły z poradami, jak tym razem przetrwać Święta i nie przytyć 5 kilo/ nie pokłócić się z mężem, rodzicami, żoną, dziećmi, teściową/ rozwiązać odwieczny problem karpia/ nie pójść z torbami/ zaoszczędzić sobie upokorzenia związanego z kupieniem nietrafionego prezentu i tak dalej. Wielu ludzi otwarcie przyznaje, że nienawidzi Świąt. Japończykom nieobce jest to uczucie. Z tym, że wiąże się ono z czymś innym, niż u nas. Otóż dwudziesty czwarty grudnia jest inną wersją Dnia Zakochanych i koniecznie należy spędzić go na romantycznej do bólu randce. Co jednak, gdy nie ma się nikogo do pary?
Aby uniknąć tej katastrofy, już latem rezerwuje się stolik w eleganckiej (=drogiej) restauracji, a od listopada, kiedy to miasta rozświetlają się świątecznymi iluminacjami, zaczyna się gorączkowe poszukiwania partnera do spędzenia romantycznego wieczoru. Nic bowiem gorszego, niż przymusowo spędzić ten dzień z rodziną (co raczej kłóci się z polskimi wyobrażeniami o Wigilii idealnej), albo w geście graniczącym z samobójstwem wybrać się na samotny spacer po mieście pełnym zakochanych par zajmujących każdą ławeczkę, pomnik, kamień i płytę chodnika. Dlatego uruchamia się wszystkie możliwe kontakty, wydzwaniając do osób płci przeciwnej, nawet do tych, które się widziało tylko raz i to dawno temu. Trochę przypomina to nasze poszukiwania partnera do poloneza podczas studniówki. Najbardziej zdesperowani/zdesperowane zwracają się do znajomych cudzoziemców, by doznać okrutnego rozczarowania – owi cudzoziemcy wyjeżdżają na Święta do swoich krajów, by spędzić ten czas z rodziną.
Jeśli jednak szczęście dopisuje i ma się tego kogoś u boku, można się nastawić na przyjemny wieczór, którego zakończenie często ma miejsce w ラブホテル – hotelu na godziny przeznaczonego specjalnie dla par. Zanim to nastąpi, młodzi Japończycy i Japonki spędzają czas w restauracji, gdzie mężczyźni obdarowują kobiety kosztownymi prezentami – pierścionkami, torebkami, zegarkami. W Święta prezenty dostają też dzieci. Punktem kulminacyjnym bożonarodzeniowej randki jest romantyczny spacer po mieście i podziwianie jego świątecznej iluminacji.
Dla cudzoziemców wychowanych w chrześcijańskiej tradycji Boże Narodzenie w Japonii nie kojarzy się raczej z czymś przyjemnym. I to nie tylko dlatego, że jest odarte z jakiejkolwiek duchowości i nie jest świętem rodzinnym. Także dlatego, że Święta są w Japonii normalnym dniem pracy. Dniem wolnym jest za to dwudziesty trzeci grudnia, dzień urodzin cesarza Akihito (jap. 明仁). Boże Narodzenie jest tylko przygrywką do Nowego Roku, które jest świętem typowo rodzinnym, z prezentami, odwiedzaniem świątyni i – świątecznym jedzeniem. W Boże Narodzenie można się nacieszyć jedynie クリスマスケーキ, świątecznym ciastem, którego zdobycie okupione jest taką walką z tłumem innych kupujących, jak u nas w przypadku kupna karpia.
Katarzyna Zielińska

